Warning: file_exists(): open_basedir restriction in effect. File(core/post-comments) is not within the allowed path(s): (/home/mt/domains/michaltorz.pl:/tmp:/var/tmp:/home/mt/.tmp:/home/mt/.php:/usr/local/php:/opt/alt:/etc/pki) in /home/mt/domains/michaltorz.pl/public_html/wp-includes/blocks.php on line 784 historia | Blog o Rumunii i nie tylko
Po klęsce we wrześniu 1939 roku granicę z Rumunią przekroczyły tysiące uchodźców i żołnierzy, a także przedstawiciele władz. Temat jest dobrze znany, a dzisiejszy wpis jest o małym, ale bardzo ciekawym akcencie – udało mi się bowiem poznać ludzi, którzy są w posiadaniu samochodu z epoki. A konkretniej, jest to Tatra 57A należąca do polskiego oficera uciekającego we wrześniu 1939 roku.
Państwo Laura i Teodor Curelea mieszkają w Oradei, przepięknym mieście, którego nie trzeba chyba niekomu przedstawiać. Jadąc na wakacje spotkałem się tam z Michałem, miłośnikiem Dacii z Krakowa. Łącznie była nas piątka – Michał z kolegami właśnie z Rumunii wracał. To właśnie on podzielił się ze mną nowiną o tajemniczej Tatrze. Gdy dane nam było zobaczyć samochód, był już w zasadzie po renowacji.
Dokładna historia auta nie jest znana. Wiadomo, że ten model był w produkcji od 1936 roku, tak więc w 1939 roku samochód był całkiem nowy. Podczas renowacji udało się odnaleźć dwie załatane dziury po kulach, tak więc ucieczka z Polski musiała przebiegać w dramatycznych okolicznościach (ślady zostały zachowane). Kto był jego właścicielem, tego nie udało się ustalić. Poprzedni właściciele mówili jednak o polskim oficerze. Miał on sprzedać samochód komuś z Fogaraszu (Făgăraș), kolejna zmiana właściciela nastąpiła w latach sześćdziesiątych. Do obecnych właścicieli Tatra trafiła jakoś przed ośmioma laty.
Swoją drogą, zawsze mnie to ciekawiło, ile samochodów czy motorów trafiło w ten sposób do Rumunii. Były to rzeczy o znacznej wartości, które pewnie często spieniężano, żeby łatwiej się odnaleźć na uchodźstwie. Wojskowe sprzęty trafiły do rumuńskiej armii, ale inne? Przypadek z Oradei pokazuje, że warto szukać!
Dla każdego, kto choć trochę interesuje się historią Rumunii, to będzie z pewnością pozycja obowiązkowa. „Jak zrumunizowała się Rumunia” pokazuje, jakie procesy zachodziły pomiędzy Rumunami a innymi narodami zamieszkującymi kraj i próbuje zrozumieć, w jaki sposób Rumunia pod kątem etnicznym i tożsamościowym osiągnęła obecny kształt.
Od marginalizacji i dyskryminacji, po akceptację i tolerancję; od wieloetnicznego zlepku różnych terytoriów, po budowę współczesnej rumuńskiej tożsamości. Książka napisana przez Luciana Boię pokazuje dzieje relacji Rumunów z towarzyszącymi im (w różnych okolicznościach) narodami w sposób kompleksowy dla przeciętnego czytelnika. Bazując na danych statystycznych i bogatych źródłach Autor próbuje wyjaśnić, jak tworzył się współczesny naród rumuński i jaki wpływ miało to zjawisko na inne nacje.
Lucian Boia zaczyna od Starego Królestwa, czyli pierwszego państwa rumuńskiego stworzonego w drugiej połowie XIX wieku, przechodzi przez okres międzywojenny i czasy komunistyczne, kończy zaś na współczesności. Zastanawia się nad przyszłością malejącej liczebnie mniejszości węgierskiej i przywołuje fenomen Klausa Iohannisa – obecnego prezydenta wywodzącego się z mniejszości niemieckiej. To oczywiście tylko parę wątków z tej fascynującej pracy.
Mniejszości etniczne były tym silniejsze, im bardziej władze państwowe próbowały dokonywać ich „rumunizacji”. Z książki wyciągnąć można wniosek, że współcześnie, mimo że żadne represje nie są stosowane, to Rumunia staje się coraz bardziej homogenicznym krajem. Dla mnie, jako miłośnika wieloetnicznej kultury Rumunii, jest to wniosek bardzo smutny. Niezależnie od tego, książkę Luciana Boi gorąco polecam każdemu, kto choćby w najmniejszym stopniu interesuje się omawianym zagadnieniem. Z pewnością pozwoli ona na wypełnienie białych plam w wiedzy na ten temat.
Dziękuję wydawnictwu Universitas za udostępnienie egzemplarza książki, czego efektem jest powyższa recenzja.
27 lat temu, w Boże Narodzenie 1989 roku, po szybkim procesie został rozstrzelany Nicolae Ceausescu wraz z żoną Eleną.
O rewolucji w Rumunii powstało wiele publikacji, dużo na ten temat można dowiedzieć się nawet z internetu. Sporo ciekawych faktów o ostatnich latach rządów „Geniusza Karpat” opisuje na przykład Maciej Kuczewski w swojej świetnej książce „Rumunia. Koniec złotej epoki” (gorąco polecam). Autor, który przez wiele lat był korespondentem PAP-u w Bukareszcie, w doskonały sposób opisuje absurdy komunistycznej Rumunii. W latach osiemdziesiątych kraj ten, po kolejnych decyzjach światłego władcy, pogrążał się w coraz większym kryzysie. Ludzie musieli zaś znosić coraz bardziej potwornych udręk ze strony władzy, co widoczne było w absurdalnych z dzisiejszej perspektywy dekretów dyktatora.
Zabronione na przykład były jakiekolwiek kontakty z obcokrajowcami (bo mogą wykraść arcyważne tajemnice państwowe) czy korzystanie z pojazdów mechanicznych na wsiach (po co, skoro krowy wykonają taka samą pracę za darmo?). Z drugiej strony mieszkańcy poddawani byli permanentnej inwigilacji. W komunistycznej Rumunii łatwo było o telefon, gdyż każdy montowany od połowy lat osiemdziesiątych aparat miał zamontowany podsłuch. Władza prowadziła też rejestr wszystkich maszyn do pisania (oczywiście nie każdy mógł takową posiadać). Tworzono w tym celu archiwa, w których znajdowały się próbki czcionek każdego egzemplarza. Ceausescu sądził bowiem, że uda się dzięki temu namierzać opozycjonistów kolportujących wywrotowe publikacje.
To oczywiście jedynie krótki wybór paru bardziej charakterystycznych przykładów tego, jak potworną dyktaturę zafundował swoim rodakom syn szewca – absolwent kilku klas szkoły podstawowej. Nic dziwnego, że naród ten miał w pewnym momencie dość ciągłych poniżeń. W efekcie, za przykładem innych państw bloku wschodniego, w połowie grudnia 1989 roku wybuchła rewolucja. Początkowo protesty pojawiły się w Timisoarze. Ich brutalne zdławienie przyczyniło się zaś do eskalacji napięcia. Bardzo charakterystyczne jest nagranie z ostatniego przemówienia Ceausescu z 21 grudnia, na którym słychać coraz bardziej emocjonalne reakcje wzburzonego tłumu. Nie pokazano tego jednak na nagraniu. W momencie, gdy tłum rzucił się pod trybuny, operatorzy kierowali kamery ku niebu.
W kolejnych dniach konflikt eskalował. W rumuńskich miastach prowadzone były wręcz regularne walki. Rumuni po czasie mieli się zorientować, że uliczne protesty zostały wykorzystane do obalenia dyktatora i przejęcia władzy przez jego przeciwników – głównie Iona Iliescu, który został potem prezydentem (po przerwie w latach 1996 – 2000 został ponownie wybrany na ten urząd. Stąd nie dziwią poglądy podobne do tych znanych w Polsce, że obalenie dawnego reżimu nie zostało ukończone i uniemożliwiło np. późniejszą lustrację. Więcej w krótkim dokumencie poniżej.
W przeciwieństwie do swoich partyjnych towarzyszy, sam Ceausescu skończył marnie. Po ucieczce z Bukaresztu został schwytany wraz z żoną przez milicjantów. Podobno początkowo sądził, że chronią go oni przed rebelią. Oboje zostali jednak pospiesznie osądzeni i rozstrzelani. Wszystko zarejestrowano kamerą i pokazywano wielokrotnie w telewizji. Chciano przy tym zachować pozory humanitaryzmu. Przed egzekucją podano na przykład dyktatorowi insulinę, gdyż był diabetykiem (polska wikipedia błędnie informuje, że zbadano mu tylko ciśnienie krwi). Chwilę później dyktatorską parę bez ceregieli jednak rozstrzelano. Egzekucji wykonała grupa żołnierzy, strzelając z bliskiej odległości seriami z kałasznikowów. Film poniżej jest dosyć drastyczny.
Jak pokazały kolejne lata po rewolucji, zabicie dyktatora tak naprawdę niczego nie zmieniło. Dało ludziom jedynie krótkotrwałą satysfakcję, że oto zniknęła para odpowiedzialna za ich cierpienia. Obecnie można jednak odnieść wrażenie, że większość Rumunów negatywnie ocenia tamte wydarzenia.
Życie tymczasowego emigranta w Rumunii – mieszkanie, podróże, praca