Kilkadziesiąt kilometrów na południe od Klużu, ale już na terenie jednostki administracyjnej Alba, leży Rimetea (węg. Torockó). Choć może tym razem to nazwę węgierską powinno się podawać jako pierwszą? We wsi liczącej mniej niż 2000 mieszkańców ogromną większość stanowią bowiem węgierskojęzyczni Seklerzy. Ale to nie jedyna rzecz, która wyróżnia ją od okolicznych miejscowości .
Tą, która rzuci się od razu w oczy, jest potężna skała, u podnóża której rozciąga się malownicza wioska. Rumuni zwą ją Piatra Secuiului, Węgrzy natomiast – Székelykő. Robi ona niesamowite wrażenie, wyraźnie górując nad okolicą. Można się na nią wspiąć, aczkolwiek trasa jest bardzo trudna. Piękne widoki ze szczytu skały rekompensują jednak wszelkie niedogodności.

Na samym szczycie znajduje się kamienny słup zwieńczony krzyżem. Lokalna tradycja nakazuje, aby pomalować go w swoje barwy narodowe. Wzięło się to zapewne stąd, że na przemian pojawiają się tam wymalowane sprejem flagi Rumunii i Węgier. Na zdjęciu koledzy i ich patriotyczne dzieło. Ze szczytu rozpościerają się ponadto piękne widoki na okolicę.

Wieś warto jednak obejrzeć z bliska. Wtedy chyba każdy zwróci uwagę na fakt, że większość gospodarstw mimo podeszłego wieku wygląda, jakby było świeżo po remoncie. Cóż, w pewnym sensie jest.

To efekt wieloletnich prac konserwatorskich, które zostały rozpoczęte na początku lat dziewięćdziesiątych. W efekcie wioska została nagrodzona prestiżową nagrodą Europa Nostra.

Pierwszą charakterystyczną rzeczą jest to, że seklerskie zabudowania stoją bokiem do ulicy. Drugą jest natomiast to, że w Torockó na każdym kroku czuje się obecność wielkiej skały…

Nie dziwi fakt, że większość mieszkańców żyje tu z turystyki. W gospodarstwach funkcjonuje ogromna liczba ośrodków. W niektórych można wynająć zwykły pokój, inne zostały przekształcone w typowe pensjonaty. Nie miałem okazji tam nocować, ale ceny podobno są korzystne. W cenie noclegu można też liczyć na posiłek.

Nie było mi dane przekonać się, co serwują lokalni gospodarze. W Torockó byłem łącznie trzy lub cztery razy, ale najwyraźniej poza sezonem w wiosce niewiele się dzieje. Zwłaszcza w niedziele, kiedy to wszystkie knajpy i pensjonaty były pozamykane na cztery spusty. Seklerskiej wsi jest jednak poświęcony super odcinek pana Makłowicza – to tak na otarcie łez :).
Kto nie prowadzi pensjonatu czy też choćby agroturystyki, ten może spróbować swoich sił w wytwarzaniu bimbru. Nie trzeba daleko szukać, aby dostać butelkę palinki domowej roboty. O dostępności trunku informują liczne – mniej lub bardziej widoczne – plakietki. Nie trzeba znać węgierskiego, żeby zrozumieć jakie mają one znaczenie. Dla nie znających rumuńskiego wystarczy zaś język migowy.


Na koniec religijny smaczek. Spora część siedmiogrodzkich Węgrów to unitarianie. Ci zaś u nas znani byli jako Arianie bądź Bracia Polscy. W XVII wieku zostali wypędzeni z kraju, tutaj trwają nadal.

