Remont Dacii czas zacząć

Dzień po zakupie Dacii wyjechałem na Dni Polskie do Suczawy, o czym jeszcze napiszę. Tam rozpocząłem poszukiwania części. Z bezpiecznikami problemu nie było, gorzej z elementami chromowanymi. Z pomocą sympatycznego kolekcjonera Dacii udało mi się przywieźć do Wrocławia nieco skarbów

Poprzedni właściciel usunął je albo zamalował na czarno w latach 80-tych albo 90-tych. Ponoć wyszły wtedy z mody. Tak jak z farbą można sobie poradzić, to ze skompletowaniem braków jest gorzej. Tutaj przyszli z pomocą niezawodni Rumuni.

Pytałem w suczawskim Muzeum Bukowiny o namiar na sklepy i szroty, a dostałem namiar na Dănuța Crainiciuca – lokalnego kolekcjonera Dacii 1300. Dănuț mówi nieco po angielsku, ja mówię nieco po rumuńsku, do tego towarzyszył nam jego syn Iasmin, który robił za tłumacza. Młody mówił tak po angielsku, że było to szokiem większym niż zaprezentowane podczas spotkania Dacie.

Razem pojechaliśmy w pewne miejsce, gdzie stały dwa rzędy starych garaży. Po otwarciu każdego z nich moim oczom ukazywał się kolejny egzemplarz. Ale jakie to były egzemplarze – różne roczniki, w tym model o numerze 0002 z pierwszego roku produkcji czy wersja angielska Renault 12 (na tej licencji powstawały Dacie 1300). Łącznie 9 aut, każde w stanie jakby właśnie opuściły fabrykę. Wystarczy chyba wspomnieć, że pokazywałem zdjęcia swojej z lekkim zakłopotaniem… 🙂

Ze spotkania wróciłem bogatszy o kilka brakujących elementów i nowego znajomego, którego mam nadzieję jeszcze kiedyś spotkać. Kolejne łowy miały miejsce podczas październikowego targu w Negreni. Niestety części tam nie było, ale na otarcie łez mam kilka komunistycznych orderów i przypinek.

W międzyczasie Dacia odmówiła posłuszeństwa i zajmuje się nią już trzeci mechanik. Ponoć chodzi o zapłon, ale może coś jeszcze? Cholera wie. Plan jest taki, żeby zaczęła jeździć, ale chciałbym nią dojechać do Rumunii i tam zostawić u jakiegoś znajomego mechanika. Zapowiada się podróż z przygodami 🙂