Caravana Go Romania 2017 (cz. I)

Trochę czasu minęło od lipcowej wyprawy wokół Rumunii. Nadszedł więc czas na spokojny opis wyjazdu, który pod wieloma względami różnił się od poprzednich.

Na pomysł zorganizowania tego typu wyprawy wpadł na początku tego roku pan Ovidiu Dranga, ambasador Rumunii w Polsce. Postanowił on o wysłaniu grupy Polaków, którzy przemierzyliby szlak turystów z lat 70′ i 80′ ubiegłego wieku.

Fiat 125p, gdzieś między Klużem a Hunedoarą

Stanęło na tym, że wyruszyliśmy w ok. 40 osób. Starymi Daciami, Fiatami, Nysą i Oltcitem mieliśmy za zadanie dojechać nad Morze Czarne, po drodze zwiedzając Rumunię i zachęcić tym samym naszych rodaków do częstszych odwiedzin.

Dacia 1300, za nią 1310 kombi, a po prawej powiew nowoczesności

Oszczędzę Czytelnikom pełnego opisu każdego dnia. Pokrótce można powiedzieć, że wyprawa odbywała się według podobnego schematu. Rano wstawaliśmy, jechaliśmy w wyznaczone miejsce, tak odbywała się parada po mieście w asyście policji, witali nas lokalni przedstawiciele władz, a na koniec goszczono nas na wspaniałych wieczerzach, na których palinka (lub cujka) lały się dzbankami.

Negrești-Oaș, jeszcze starszy od Dacii i Fiatów środek transportu

Czasem towarzyszyły temu wspaniałe występy zespołów ludowych. Powtarzalność tego procesu nie sprawiała jednak, że było nudno!

Sympatyczne panie w skansenie w Negrești-Oaș

Wyjechaliśmy we wtorek 27 czerwca i późnym wieczorem dotarliśmy do Negrești-Oaș w pobliżu Satu Mare. Mieliśmy sporą obsuwę więc przywitanie i poczęstunek nastąpiły dopiero następnego dnia z rana. Wtedy też zwiedziliśmy świetny skansen i koło południa wyruszyliśmy do mojego ukochanego Klużu.

Kluż, pomnik Macieja Korwina

Później trasa prowadziła do Hunedoary, gdzie zwiedzaliśmy słynny zamek. Samo miasto też jest przesympatyczne, choć okolice jego największej atrakcji przepełnione są zrujnowanymi fabrykami.

Zamczysko w Hunedoarze

Po noclegu udaliśmy się w kierunku Transalpiny. Górska trasa była dla starych aut nie lada wyzwaniem. Oltcita pod koniec podholowali na przykład ratownicy górscy z Salvamontu.

Dacie na szczycie Transalpiny

Mimo to wrażenia były niesamowite. Zwłaszcza, że wcześniej tamtędy nie jechałem.

Transalpina. Ostatni wysiłek i jesteśmy po południowej stronie Karpat…

Ujęcie na spiralny podjazd pod ostatnie wzgórze jest ostatnim zdjęciem. Drugi film się zgubił – możliwe, że jest w Dacii która się zepsuła i została w Bukareszcie. Oby się odnalazł. Jeśli nie, to dalszy ciąg będzie ze „zwykłymi” fotkami pożyczonymi od innych uczestników.

Ciąg dalszy nastąpi! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *